środa, 25 lutego 2015

Weekend w stolicy i kubeczki po liftingu :)

Witajcie!
Korzystając z ferii ostatni weekend spędziliśmy w Warszawie.
Udało nam się wyrwać i zrelaksować w naszej pięknej stolicy.
Niestety rzadko tam bywamy dlatego te dwa dni były bardzo intensywne. 
Nasz wyjazd zaczął się od największej atrakcji czyli jazdy pociągiem. Filip był zachwycony.
 


Gdy już dotarliśmy na miejsce udaliśmy się do Muzeum Techniki.
Ile cudownych rzeczy można tam zobaczyć.
Wiele z  nich jest bardzo designerskich.







A pamiętacie te komputery :)



 Przypominają się czasy beztroskiego dzieciństwa.

Prosto z muzeum udaliśmy się na targi żywności (nie wiem jak się dokładnie nazywały).
Oprócz kiełbas i innych wędlin, można było nabyć tam pierogi, nalewki, przetwory, naturalne kosmetyki, makaroniki, wałki do ciasta w przeróżnymi wzorami i wiele innych rzeczy.
Było tyle ludzi, że udało zrobić mi się tylko jedno zdjęcie.


Makaroniki były przepyszne.

Ostatnim punktem pierwszego dnia był Stadion Narodowy, gdzie trochę poszaleliśmy :)




(przepraszam za jakoś zdjęć, moi chłopcy za szybko jechali i telefon nie dał rady zrobić lepszej fotki)

Drugi dzień naszej wycieczki to spacer po Warszawie i buszowanie w sklepach.
Ze względu na to, że podróżowaliśmy pociągiem, nie mogliśmy za bardzo szaleć.
Oczywiście zamiast skupić coś dla siebie, kupiłam coś do mojego M (czyli tak na dobrą sprawę coś dla siebie :)










Zakochałam się w tych puszkach i zatęskniłam za tą kolorystyką (róże, mięta itp.).
Dlatego dzisiejszy dzień poświęciłam na zmianę dekoracji w kuchni.
Głęboko w szafkach schowałam czerwone kubeczki, miseczki itp.
Do łask wróciła bardziej wiosenna kolorystyka.


Przy okazji metamorfozę przeszły kubeczki, miseczki i dzbanuszek.
Co było do tego potrzebne?
Lakier do paznokci, zmywacz (do odtłuszczenia powierzchni) i taśma klejąca.
Pomysł znalazłam wczoraj na jednym z blogów w drodze powrotnej z Warszawy.
I co o tym myślicie?









Uprzedzę pytania dotyczące trwałości tych dekoracji.
Jeden z kubków już myłam ręcznie za pomocą gąbki i na razie nic się nie wytarło.
Na pewno nie należy zmywać naczyń w zmywarce.
A co zrobić jak znudzi  się dany wzór?
Wystarczy trochę zmywacza i znowu mamy białą powierzchnię.
To tyle na dzisiaj.

Słonecznego dnia!
M

piątek, 20 lutego 2015

Allotments ideas

Witajcie! 
Jestem już na półmetku ferii a w domu nic nie zrobione. 
Pojawiły się wątpliwości czy malować ścianę w kuchni farba tablicową. 
Sama nie wiem co zrobić. 
Już nie mogę patrzeć na tę pustą ścianę, 
ale chwilowo pomysłów brak.
Skąd ta pustka w głowie? 
A no może stąd, że rozmyślam zupełnie o czymś innym.
Ostatnie wieczory spędzam na poszukiwaniu inspiracji do przygotowania domku na działce. 
Na razie jest on w kiepskim stanie.
Dużo pracy przed nami a fundusze bardzo skromne.
Patrząc na zdjęcia w internecie doszłam do wniosku, że muszę zainwestować w farbę, okna (szyby są popękane) i podłogę a reszty muszę dobrze poszukać gdzieś  za grosze. :)
Popatrzcie co znalazłam na Pinterest. 












Cudowne, prawda?
Mam już kilka pomysłów i do tego potrzebne mi będzie dużo palet.
Tylko gdzie ich szukać? 
Dobrze, że mam jeszcze trochę czasu do sezonu działkowego.
Miłego dnia
M

poniedziałek, 16 lutego 2015

Kulki z Cottonove Love pod lupą ... :)

Witajcie!
Na początku dziękuję za życzenia w imieniu Jubilata.
 
 
W dzisiejszym poście chciałam Wam napisać  kilka słów o kulkach,
 które zagościły w moim domu dzięki Agnieszce z Cottonove Love.

 
Po kilku dniach od pierwszego kontaktu z Agnieszka dotarły do mnie kulki bezpieczne zapakowane w szary karton. Jak to była miła niespodzianka w piątkowe popołudnie, po powrocie z pracy :)
 


 
 
W środku kartonu znalazłam list od Agi z instrukcją użytkowania i pudełko z kulkami. Moje cottonballs składają się z 10 kulek (kolory sama mogłam wybrać) i ledowych lampek na baterie.  Do zestawu dołączone były dwie baterie co mnie miło zaskoczyło.
 
 
 
Gdy wyjęłam kulki z pudełka zobaczyłam, że wszystkie mają zrobione otwory. Nie musiałam się męczyć z rozcinaniem, mogłam od razu przejsc do montażu. Niestety okazało się, że jedna kulka ma za dużą dziurkę i czasami kulka zsuwa się z lampki.
 To jedyny minus jaki znalazłam testując cottonballs.
 
 
 
 
Wracając do montażu kulek to przyznam, że trwałoby to naprawdę chwilkę, gdybym nie zmieniała ciągle koncepcji co do układu kolorystycznego kulek. Ale to przecież układanie, łączenie, dekorowanie to czysta przyjemność :)

 
Na początku obawiałam się, że lampki na baterie będą świecić słabiej niż te na kabel. Tak nie jest. 
Ze względu na to, że nie posiadam cottonballs na kabel, pojechalam do mojej mamy i porównałam z tymi, które ona ma. Stwierdzam, że nie widzę różnicy w intensywności światła. 
W tej sytuacji jak dla mnie cottonballs na baterie wygrywają.
Dlaczego?
1. można je położyć czy powiesić gdziekolwiek się chce, nie trzeba ograniczać się do miejsc położonych blisko kontaktów.  (można je zabrać ze sobą nawet na piknik do lasu :)
2.  kulki ledowe na baterie są bezpieczniejsze - między innymi dlatego, iż nie nagrzewają się 
 Jedynym minusem jest to, że trzeba mieć zapas baterii, ale zawsze można zastąpić je akumulatorkami.
Na razie nie wiem na jak długo starczy mi jeden komplet baterii.
Po dziesięciu dniach intensywnej eksploatacji lampki swieca tak samo mocno.
 
A tu kulki w moich aranżacjach.
 










 
Wszystkich miłośników cottonballs zachęcam do zakupu kulek ledowych na baterie.
Ja jestem w swoich zakochana :)
Pozdrawiam
M
 

sobota, 14 lutego 2015

Mój tort dla małego piłkarza

Witajcie!
Czy u Was też tak pięknie słonko świeci.
Aż chce się wstać i coś zrobić.
Właśnie wczoraj zaczęłam ferie:)
Ostatnie dni były masakrycznie męczące zarówno w domu jak i w pracy.
W szkole urządzaliśmy Święto Szkoły a w domu przygotowywałam urodziny Filipa.
Wszystko udało się tak jak było zaplanowane.
Nawet mój tort, pierwszy raz robiony z masą cukrową, wyszedł całkiem nieźle.
Podziwiam osoby robiące takie torty na zamówienie. Ile jest pracy przy dekorowaniu... naprawdę jestem pełna szacunku.
 A więc przedstawiam moje dzieło.
 
 



Dziecko było bardzo szczęśliwe jak zobaczyło tort.
Warto było się pomęczyć, żeby zobaczyć ten uśmiech.
 



 
A to zdjęcia w dzisiejszego poranka.
 


 

 
A to pompon, który wygrałam w zabawie na facebook'u
Jeszcze raz bardzo dziękuję.
Na razie uciekam bo szkoda tej pięknej pogody na siedzenie w domu.
Wieczorem postaram się przygotować post o cottonballs z Cottonove Love.
 
Pozdrawiam
M!