poniedziałek, 16 lutego 2015

Kulki z Cottonove Love pod lupą ... :)

Witajcie!
Na początku dziękuję za życzenia w imieniu Jubilata.
 
 
W dzisiejszym poście chciałam Wam napisać  kilka słów o kulkach,
 które zagościły w moim domu dzięki Agnieszce z Cottonove Love.

 
Po kilku dniach od pierwszego kontaktu z Agnieszka dotarły do mnie kulki bezpieczne zapakowane w szary karton. Jak to była miła niespodzianka w piątkowe popołudnie, po powrocie z pracy :)
 


 
 
W środku kartonu znalazłam list od Agi z instrukcją użytkowania i pudełko z kulkami. Moje cottonballs składają się z 10 kulek (kolory sama mogłam wybrać) i ledowych lampek na baterie.  Do zestawu dołączone były dwie baterie co mnie miło zaskoczyło.
 
 
 
Gdy wyjęłam kulki z pudełka zobaczyłam, że wszystkie mają zrobione otwory. Nie musiałam się męczyć z rozcinaniem, mogłam od razu przejsc do montażu. Niestety okazało się, że jedna kulka ma za dużą dziurkę i czasami kulka zsuwa się z lampki.
 To jedyny minus jaki znalazłam testując cottonballs.
 
 
 
 
Wracając do montażu kulek to przyznam, że trwałoby to naprawdę chwilkę, gdybym nie zmieniała ciągle koncepcji co do układu kolorystycznego kulek. Ale to przecież układanie, łączenie, dekorowanie to czysta przyjemność :)

 
Na początku obawiałam się, że lampki na baterie będą świecić słabiej niż te na kabel. Tak nie jest. 
Ze względu na to, że nie posiadam cottonballs na kabel, pojechalam do mojej mamy i porównałam z tymi, które ona ma. Stwierdzam, że nie widzę różnicy w intensywności światła. 
W tej sytuacji jak dla mnie cottonballs na baterie wygrywają.
Dlaczego?
1. można je położyć czy powiesić gdziekolwiek się chce, nie trzeba ograniczać się do miejsc położonych blisko kontaktów.  (można je zabrać ze sobą nawet na piknik do lasu :)
2.  kulki ledowe na baterie są bezpieczniejsze - między innymi dlatego, iż nie nagrzewają się 
 Jedynym minusem jest to, że trzeba mieć zapas baterii, ale zawsze można zastąpić je akumulatorkami.
Na razie nie wiem na jak długo starczy mi jeden komplet baterii.
Po dziesięciu dniach intensywnej eksploatacji lampki swieca tak samo mocno.
 
A tu kulki w moich aranżacjach.
 










 
Wszystkich miłośników cottonballs zachęcam do zakupu kulek ledowych na baterie.
Ja jestem w swoich zakochana :)
Pozdrawiam
M
 

8 komentarzy:

  1. Pięknie wyszło! Twoja wersja kolorystyczna ze względu na róż nadawałaby się do pokoju moich córek. Ja testowałam kulki w odcieniach niebieskiego/turkusu/mięty/szarości/bieli.
    Zapraszam na relację na blog
    http://www.babamadom.pl/2015/02/cotton-ball-lights-zawitao-u-baby.html

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo piękne ;) Mam też :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooo, co ja widzę :-) Ja od dłuższego czasu, tez mam ochotę na te światełka, tylko czekam aż skończę meblować i remontowac mieszkanko i wtedy się skupię na tych wspaniałych detalach, dzieki którym, czujemy się w mieszkaniu jak w domu :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolorki sliczne:-) coś chyba rzeczywiście jest w tych kulkach, że po prostu nie da się ich nie lubić :-) i też zdecydowanie jestem fanką swiatełek na baterię :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też zdecydowałabym się na kulki na baterie,bo nie ogranicza nas nic w ich aranżacji. Ach muszę w końcu je kupić:))). Pozdrawiam. Kasia-mazurskie pasje:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Najfajniej wyglądają na Modelu ;)) Nie wiedziałam, że są również w wersji bateriowej, miła niespodzianka :)

    OdpowiedzUsuń